Strona główna » Projekt Stargate. Czy CIA naprawdę wykorzystywała jasnowidzów do szpiegowania?

Projekt Stargate. Czy CIA naprawdę wykorzystywała jasnowidzów do szpiegowania?

by Maciej Zuru
Stargate CIA Remote View

Szpieg kojarzy się z mikroaparatem, zaszyfrowaną wiadomością albo satelitą obserwującym cel z orbity. W okresie zimnej wojny amerykańskie służby sprawdzały jednak metodę znacznie bardziej niezwykłą. Wybrane osoby miały opisywać odległe miejsca, tajne instalacje i ukryte przedmioty, nie opuszczając zamkniętego pokoju. Zjawisko nazwano zdalnym postrzeganiem, a program badający jego przydatność zapisał się w historii jako Projekt Stargate.

Nie jest to wyłącznie internetowa legenda. W archiwum CIA znajdują się tysiące stron odtajnionych raportów, notatek i protokołów sesji. Dokumenty potwierdzają, że amerykańskie instytucje przez ponad dwie dekady finansowały badania nad zdolnościami paranormalnymi. Nie oznacza to jednak automatycznie, że jasnowidze rzeczywiście potrafili przenikać do strzeżonych baz przeciwnika. Najciekawsze pytanie brzmi inaczej: dlaczego wojsko i wywiad tak długo traktowały tę możliwość poważnie?

Zdalne postrzeganie jako broń zimnej wojny

Początki programu sięgają pierwszej połowy lat siedemdziesiątych. Amerykanie otrzymywali informacje, że Związek Radziecki inwestuje w badania nad telepatią, psychokinezą i innymi zjawiskami określanymi wspólnym mianem psychotroniki. Nawet jeśli doniesienia były przesadzone, w logice zimnej wojny nie można było ich po prostu zignorować. Gdyby przeciwnik rzeczywiście opracował nową metodę zdobywania informacji, Stany Zjednoczone nie chciały zostać w tyle.

Badania rozpoczęto w Stanford Research Institute w Kalifornii. Fizykami kierującymi pierwszymi eksperymentami byli Harold Puthoff i Russell Targ. Uczestnik sesji otrzymywał numer, współrzędne albo bardzo ogólną wskazówkę dotyczącą celu. Następnie miał uspokoić umysł i zapisywać obrazy, kształty, temperatury, dźwięki oraz wrażenia pojawiające się w świadomości. Ważne było, aby nie zgadywał nazwy obiektu, lecz opisywał jego cechy.

W projektach uczestniczyli między innymi Ingo Swann, Pat Price oraz późniejszy wojskowy „zdalny obserwator” Joseph McMoneagle. Z czasem powstały procedury treningowe, według których zdolność nie musiała być wyłącznie wrodzonym darem. Przynajmniej część badaczy uważała, że można ją rozwijać podobnie jak koncentrację czy pamięć.

Program wielokrotnie zmieniał nazwę i instytucję nadzorującą. W dokumentach pojawiają się określenia SCANATE, GRILL FLAME, CENTER LANE i SUN STREAK. Nazwa STAR GATE została wprowadzona dopiero na późniejszym etapie, ale dziś często określa się nią całość amerykańskich badań nad paranormalnym wywiadem.

Stargate CIA Remote View

Sesje, które miały zadziwić oficerów

Zwolennicy programu wskazują kilka przypadków, w których opisy uzyskane podczas sesji miały wyjątkowo dobrze pasować do rzeczywistych celów. Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów jest radziecki kompleks w Semipałatyńsku. Pat Price miał opisać przemysłową instalację, wysoką konstrukcję przypominającą dźwig oraz inne elementy rozpoznane później na zdjęciach satelitarnych. Część informacji była nietrafiona, jednak zgodne szczegóły zrobiły na zleceniodawcach wystarczająco duże wrażenie, aby kontynuować finansowanie.

W kolejnych latach zdalnych obserwatorów pytano o radzieckie okręty podwodne, zaginione samoloty, zakładników, tunele, magazyny broni i położenie poszukiwanych osób. Sesje wykorzystywano również podczas wojny w Zatoce Perskiej. Problem polegał na tym, że sukcesy oceniano często dopiero po poznaniu prawdziwej odpowiedzi. Ogólne szkice i wieloznaczne opisy łatwo było dopasować do celu po fakcie, podczas gdy pomyłki znacznie rzadziej trafiały do popularnych opowieści o Stargate.

Najbardziej niezwykły dokument dotyczy sesji z 1984 roku. Uczestnik otrzymał współrzędne Marsa oraz datę odległą o około milion lat. Opisywał ogromne budowle, piramidalne konstrukcje i wysokie istoty szukające schronienia przed katastrofą. Raport rzeczywiście istnieje w archiwum CIA, lecz sam fakt przeprowadzenia sesji nie stanowi dowodu na istnienie dawnej cywilizacji na Marsie. Pokazuje raczej, jak daleko prowadzący eksperymenty byli gotowi przesuwać granice badanego zjawiska.

Czy eksperymenty naprawdę potwierdziły istnienie zdolności paranormalnych?

Odpowiedź zależy od tego, o jaki poziom dowodu pytamy. W części badań laboratoryjnych uzyskiwano wyniki lepsze, niż powinien dawać czysty przypadek. Statystyk Jessica Utts, poproszona w 1995 roku o ocenę programu, uznała, że zgromadzone dane wskazują na istnienie niewielkiego, ale powtarzalnego efektu anomalnego. Jej zdaniem nie można było łatwo wyjaśnić wszystkich rezultatów błędami metodologicznymi.

Psycholog Ray Hyman był znacznie bardziej sceptyczny. Zwracał uwagę na problemy z niezależnym powtarzaniem eksperymentów, doborem danych i możliwością nieświadomego przekazywania wskazówek. Nawet gdy statystyka wyglądała interesująco, nie było jasne, jaki mechanizm miałby za nią odpowiadać. Nie udało się też opracować niezawodnej metody pozwalającej z góry odróżnić trafną sesję od fantazji.

To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie. W laboratorium można badać, czy grupa opisów jest średnio nieco bardziej zgodna z celami niż losowe odpowiedzi. Wywiad potrzebuje natomiast informacji precyzyjnej, aktualnej i możliwej do wykorzystania bez znajomości wyniku. Ostrzeżenie, że cel znajduje się „w pobliżu wody i metalowej konstrukcji”, może pasować do setek miejsc. Dla operacji wojskowej taka wskazówka jest zazwyczaj zbyt niejednoznaczna.

Dlaczego Projekt Stargate został zamknięty?

W 1995 roku CIA zleciła American Institutes for Research końcową ocenę badań i ich zastosowania operacyjnego. Raport nie stwierdził, aby zdalne postrzeganie dostarczało informacji wystarczająco pewnych i użytecznych do prowadzenia działań wywiadowczych. Materiały bywały niejasne, zawierały wiele błędów i wymagały porównania z danymi zdobytymi tradycyjnymi metodami. W praktyce nie mogły zastąpić agentów, zdjęć satelitarnych ani rozpoznania elektronicznego.

Program zamknięto, lecz spór nie zniknął. Jego uczestnicy utrzymywali, że przeprowadzili udane operacje, a niektóre wyniki zostały zlekceważone przez urzędników obawiających się kompromitacji. Krytycy odpowiadali, że dwadzieścia lat eksperymentów powinno wystarczyć do stworzenia powtarzalnej procedury, gdyby zjawisko było rzeczywiście przydatne.

Odtajnione dokumenty pozostawiają czytelnika w osobliwej sytuacji. Z jednej strony potwierdzają, że wojskowi i funkcjonariusze naprawdę zajmowali się jasnowidzeniem. Z drugiej nie potwierdzają najbardziej sensacyjnej wersji, według której psychiczni szpiedzy regularnie zdobywali sekrety przeciwnika. Archiwum zawiera zarówno intrygujące trafienia, jak i liczne niejasne oraz błędne odczyty.

zdalne postrzeganie Stargate CIA

Eksperyment, który mówi więcej o ludziach niż o telepatii

Projekt Stargate pokazuje, jak strach przed przewagą przeciwnika potrafi skłonić państwo do badania nawet skrajnie nieprawdopodobnych możliwości. W warunkach zimnej wojny samo podejrzenie, że druga strona rozwija „broń umysłu”, wystarczało do uruchomienia własnego programu.

Czy zdalne postrzeganie istnieje? Odtajnione materiały nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Niektóre wyniki nadal budzą zainteresowanie badaczy zjawisk psi, lecz nie powstała metoda zapewniająca wiarygodność wymaganą przez wywiad. Największą tajemnicą Stargate może więc nie być ukryta moc ludzkiego umysłu, ale cienka granica między naukową ciekawością, wojskową desperacją i pragnieniem, aby niezwykła opowieść okazała się prawdziwa.

Źródło: YT

Zobacz również