Strona główna » Tajemnica UMMO. Czy obca cywilizacja kontaktowała się z nami?

Tajemnica UMMO. Czy obca cywilizacja kontaktowała się z nami?

by Maciej Zuru
Tajemnica UMMO

W historii UFO nie brakuje opowieści o tajemniczych światłach, niewyraźnych fotografiach i świadkach przekonanych, że spotkali przybyszów z innych planet. Sprawa UMMO wyróżnia się jednak na tle większości podobnych historii. Nie rozpoczęła się od katastrofy latającego spodka ani od relacji o uprowadzeniu. Zaczęła się od listów.

W latach sześćdziesiątych XX wieku do mieszkańców Hiszpanii zaczęły trafiać dokumenty pisane na maszynie. Ich autorzy przedstawiali się jako członkowie cywilizacji z planety UMMO. Opisywali swój świat, technologię, religię, biologię i organizację społeczeństwa. Przesyłki zawierały rysunki oraz osobliwy znak przypominający literę H przeciętą pionową linią.

Z czasem powstało archiwum tysięcy stron. Czy był to autentyczny kontakt, eksperyment psychologiczny, działalność służb czy rozbudowane oszustwo?

Pierwsze listy z planety UMMO

Za początek historii zwykle uznaje się rok 1966. Jednym z pierwszych odbiorców był Fernando Sesma Manzano, hiszpański miłośnik zjawisk paranormalnych i organizator spotkań o przybyszach z kosmosu. Jego grupa zbierała się w madryckim lokalu La Ballena Alegre, czyli „Wesoły Wieloryb”. To właśnie tam zaczęto czytać wiadomości podpisane symbolem UMMO.

Autorzy twierdzili, że pochodzą z planety krążącej wokół gwiazdy nazywanej IUMMA, utożsamianej z układem Wolf 424. Według ich relacji niewielka grupa badaczy miała przybyć na Ziemię już w 1950 roku, aby obserwować rozwój ludzkości. Przybysze nie zamierzali oficjalnie się ujawniać. Mieli działać dyskretnie i kontaktować się tylko z wybranymi osobami.

Sposób komunikacji był zaskakująco zwyczajny. Zamiast telepatii wykorzystywano pocztę, telefon i maszynę do pisania. Listy wyglądały jak fragment technicznego raportu, a nie mistyczne objawienie.

Korespondencja trafiała później również do odbiorców we Francji i innych krajach. Jedne dokumenty dotyczyły nauki, inne filozofii, duchowości, polityki i życia codziennego. Stopniowo powstawał obraz kompletnego świata, posiadającego własną historię, język i system wartości.

listy od Ummo

Jak miała wyglądać cywilizacja Ummitów?

Według dokumentów mieszkańcy UMMO byli fizycznie podobni do ludzi. Mieli jednak żyć w społeczeństwie bardziej uporządkowanym, opartym na współpracy, odpowiedzialności zbiorowej i kontroli emocji. Ich świat nie był przedstawiany jako raj bez problemów. Autorzy wspominali o konfliktach i zmianach ustrojowych.

Największe wrażenie robił rozmach przekazu. Listy dotyczyły budowy domów, wychowania dzieci, relacji rodzinnych, medycyny, biologii, kosmologii oraz podróży międzygwiezdnych. Pojawiały się nowe słowa, symbole i rysunki urządzeń, jakby był to fragment encyklopedii obcej planety.

Ummici mieli być rozwinięci technologicznie, a jednocześnie zainteresowani duchowym wymiarem istnienia. W przekazach pojawiały się rozważania o Bogu, duszy, moralności i odpowiedzialności rozumnych istot. Niektóre koncepcje przypominały chrześcijaństwo, inne łączyły język nauki z metafizyką. Dla zwolenników był to znak uniwersalnej wiedzy. Sceptycy zauważali, że podobieństwa do ziemskich religii i ideologii wskazują raczej na ludzkiego autora.

W listach występowały informacje zgodne z ówczesną nauką, ale też twierdzenia błędne lub niemożliwe do sprawdzenia. Obrońcy UMMO podkreślali, że część tematów była mało znana przeciętnemu odbiorcy. Krytycy odpowiadali, że wykształcony autor mógł stworzyć podobną mieszankę faktów i fantazji.

Obserwacje UFO i słynny symbol Ummo

Same listy prawdopodobnie nie zdobyłyby takiego rozgłosu, gdyby nie powiązano ich z obserwacjami UFO. 6 lutego 1966 roku José Luis Jordán Peña poinformował, że w okolicy Aluche pod Madrytem widział okrągły pojazd. Na jego spodzie miał znajdować się charakterystyczny symbol, który później pojawiał się na korespondencji UMMO.

Jeszcze większe emocje wywołało zdarzenie z 1 czerwca 1967 roku w San José de Valderas. Wykonano wtedy fotografie obiektu przypominającego latający spodek, również oznaczonego znakiem UMMO. Dla zwolenników stały się one potwierdzeniem, że anonimowe dokumenty opisują rzeczywistą działalność przybyszów.

Późniejsze analizy osłabiły jednak wartość zdjęć. Badacze wskazywali, że obiekt mógł być niewielkim modelem umieszczonym blisko aparatu. Podobny efekt udało się odtworzyć przy użyciu prostych rekwizytów. Nie wskazywało to autora zdjęć, ale pokazywało, że nie była potrzebna technologia pozaziemska.

W pobliżu rzekomych miejsc lądowania odnajdywano też przedmioty mające pochodzić ze statków. Nie wykazano jednak ich pozaziemskiego pochodzenia. Tajemnica rosła więc nie dzięki jednemu mocnemu dowodowi, lecz dzięki liczbie powiązanych elementów: listów, telefonów, fotografii, świadków i anonimowych przesyłek.

José Luis Jordán Peña i wyznanie po latach

Najważniejszą postacią w tej historii okazał się José Luis Jordán Peña, technik telekomunikacji, nauczyciel i badacz zjawisk paranormalnych. Był związany ze środowiskiem pierwszych odbiorców listów i sam należał do kluczowych świadków.

Na początku lat dziewięćdziesiątych Peña przyznał, że rozpoczął mistyfikację. Twierdził, że chciał przeprowadzić eksperyment psychologiczny i sprawdzić, jak łatwo osoby zainteresowane UFO zaakceptują rozbudowaną opowieść pozbawioną niezależnych dowodów. Miał pisać listy, korzystać z pomocy innych ludzi, zniekształcać głos podczas rozmów telefonicznych oraz organizować część materialnych „śladów”.

Dla wielu badaczy jego wyznanie zakończyło sprawę. Peña nie wyjaśnił jednak wszystkich szczegółów ani nie pokazał, jak powstał każdy list. Co więcej, korespondencja przypisywana UMMO pojawiała się również wtedy, gdy jego stan zdrowia miał ograniczać możliwość działania.

Najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie zakłada, że Peña stworzył rdzeń opowieści, a później dołączyli naśladowcy rozwijający język, filozofię i technologię UMMO.

przypadek UMMO

Oszustwo, operacja służb czy prawdziwy kontakt z obcą cywilizacją?

Hipoteza mistyfikacji jest dziś najlepiej udokumentowana. Łączy Peñę z początkiem sprawy, tłumaczy możliwość wykonania fotografii oraz wyjaśnia, dlaczego mimo tysięcy stron korespondencji nigdy nie pojawił się dowód, który można byłoby niezależnie potwierdzić. Obca cywilizacja miała przekazywać ogromną ilość informacji, ale nie udostępniła urządzenia, próbki materiału ani wiedzy prowadzącej do bezspornego przełomu.

Niektórzy badacze podejrzewali jednak, że UMMO mogło być eksperymentem dotyczącym wpływania na grupy społeczne. W czasach zimnej wojny służby interesowały się propagandą, psychologią tłumu, sektami i kontrolą informacji. Nie ma jednak twardych dowodów, że za UMMO stała CIA, hiszpański wywiad lub inna instytucja.

Zwolennicy najbardziej niezwykłej wersji twierdzą natomiast, że Peña fałszował część materiałów, aby ukryć prawdziwy kontakt albo wymieszać autentyczne dokumenty z podróbkami. Problem polega na tym, że teoria ta jest praktycznie niemożliwa do obalenia. Każdy dowód fałszerstwa można w niej uznać za celowo pozostawioną zasłonę dymną.

UMMO nie jest więc wyłącznie historią o latającym spodku. To opowieść o narodzinach kompletnego świata z papieru, pieczątek, telefonów i ludzkiej wyobraźni. Czy mieszkańcy UMMO naprawdę obserwowali Ziemię? Dostępne dowody nie pozwalają tego potwierdzić, a wiele śladów prowadzi do ziemskich autorów. Być może największą tajemnicą nie jest to, skąd przylecieli Ummici, lecz dlaczego tysiące stron anonimowych listów potrafiły stworzyć rzeczywistość, w którą ludzie wierzą do dziś.

 

Zobacz również